poniedziałek, 29 lutego 2016

Jak przygotować yerba mate

Jaka jest yerba mate każdy widzi... a jak nie widzi, to sobie może poczytać w Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Yerba_mate ...no dobra, trochę żartuję, bo mimo, że mate stała się w ostatnich latach modna i przyzwyczailiśmy się już do różnych dziwnych ludzi w naszym otoczeniu popijających ten południowoamerykański napój z charakterystycznej tykwy, to często nie zdajemy sobie sprawę jak się samemu zabrać do przyrządzenia mate, kiedy np. kupiliśmy lub dostaliśmy w prezencie zestaw z tykwą, bombillą (czyli charakterystyczną fają) i zielem.



Po pierwsze susz. Jeśli go kupujemy i mamy okazję zaglądnąć do środka (np. przy zakupie na wagę), to według mnie jest dobrze, jeśli jest on nierównomierny, niech zawiera kawałki gałązek, większe, niezmielone blaszki liści, niech to będzie takie mielone "nie-wiadomo-co". To ważne, bo zróżnicowana struktura suszu sprawi, że po zalaniu będzie on się lepiej trzymał, jako zwarta masa i pozwoli nam zrobienie takiej małej "komory" na bombillę, mówię to jako praktyk.

Po drugie woda. Jeśli milion razy słyszeliście, że przegotowana woda w temperaturze 100 stopni jest zła, to powtórzę to raz milion pierwszy. Naprawdę lepiej jest nieco niedoparzyć susz niż go sparzyć! Temperatura 80 stopni na oko? Wiem, że to niezgodne z klasycznymi sposobami, ale 4/5 szklanki wody zagotowanej, oraz 1/5 zimnej mineralnej niegazowanej. Sekundę jeszcze odczekać, wymieszać i właściwa woda jest gotowa.


Do mate tak czy inaczej trzeba sobie "wyrobić" jakąś świadomość temperatury... swoją drogą już raz zaparzoną mate, która się chwilę odstoi i wystygnie, można zalewać (jako dolewka) wodą mineralną z lodówki i susz "zaparza" się także na zimno. Polecam jako napój chłodzący. 

Zaparzanie jest proste. Susz, którym nabiliśmy tykwę albo inne naczynie, zalewamy gorącą wodą, aby przykryć liście, nie za dużo, i pozwalamy im się zaparzyć i wchłonąć wodę. Prawie całe pierwsze zalanie wsiąknie w susz. 

Następnie, o czym już wspominałem, w suszu robimy małą "komorę" na szerszy koniec bombilli, tak aby zasysać do niej jak najmniej papruchów. Po kilku razach zrozumiesz o co chodzi. ;-) Następnie robimy dolewki wedle potrzeb.


Kilka uwag:

1. Zaparzaj lepiej mniej, niż więcej, szczególnie na początku. Nie ładuj za dużo suszu na starcie.  Mate ma swoją moc, a kofeina się tu uwalnia w nieco inny sposób niż ten, do którego jest przyzwyczajony Europejczyk. Nie chodzi przecież o to by po spożyciu biegać po suficie.

2. Umiar. Nie cuduj i nie pij za dużo. Sączymy naszą jedną nabitą tykwę nawet przez resztę dnia, a przynajmniej przez kilkanaście dolewek. Mate będzie stopniowo uwalniać moc.

3. Nie dawaj mate dzieciom, tak samo jak nie dajesz im kawy.

4. Zużytych "fusów" nie wyrzuca się pod żadnym pozorem do śmieci ani do sedesu. W kręgach ludzi obeznanych to jest faux pas, czyli spory obciach, a od oryginalnego "indiańca" za to możesz "po buzi" dostać za obrazę świętości, złamanie tabu, brak szacunku do Matki Ziemi i co tam jeszcze się nadarzy. "Papruchy" wyrzuć do kompostownika, do kwietnika, czy chociażby na trawnik. No cóż... taki zwyczaj.

5. Mate wielu osobom na początku wydaje się paskudne, ale człowiek się szybciej przyzwyczaja niż się wydaje (z resztą, mi kiedyś np. piwo nie smakowało, uwierzycie?) i napój zaczyna smakować, szczególnie przyrządzony tak jak to opisałem.

Smacznego!

Kiełki

Wczoraj kiedy na FB pochwaliłem się nowym kulinarnym zakupem kolega Rafał zapytał: "Kupiłeś chomika?"

Otóż jak się okazuje kiełki nie są tylko "karmą dla chomika", ale cennym źródłem substancji odżywczych dla człowieka. Kiełki (czy też raczej zwyczaj ich spożywania) odkryli przypadkiem starożytni chińscy marynarze. Kiedy zapasy ziaren na którymś ze statków zaczęły kiełkować, a nie było nic innego do spożycia, jedzono kiełki...


Chińczycy szybko rozsmakowali się w kiełkach, potem zwyczaj zjadania kiełków przejęli niektórzy europejscy marynarze (jako ochronę przed szkorbutem), a w ostatnich latach kiełki trafiają coraz częściej na nasze stoły.

Co nam dają kiełki? Witaminy A, B, C, E, PP, sole mineralne i mikroelementy takie jak mangan, cynk, wapń, fosfor, potas, magnez oraz tak jak w przypadku innych produktów roślinnych - cenny błonnik. 


Na zdjęciu widzicie kiełki soczewicy, cieciorki oraz fasoli mung. Jeden z gotowych zestawów. które bez trudu można zakupić w sklepach. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby kiełki wyhodować samemu. Wymaga to odrobinę więcej zachodu, ale takie domowe kiełki będą dla nas najlepsze i najzdrowsze.

Jeśli nie mamy czasu i kupujemy kiełki ze sklepów, trzeba nauczyć się dobrze czytać daty ważności, śledzić terminy dostaw i uważnie oglądnąć pudełko przed zakupem. Kiełki sklepowe są podatne na zapleśnienie, co skutecznie niweczy to całe dobrodziejstwo dietetyczne, o którym pisałem.

Jak spożywać?

Kiełki można spożywać na surowo, po prost jako przekąskę, jako dodatek do sałatek i kanapek. Czy ty masz jakiś swój sposób na kiełki? Napisz w komentarzu!


czwartek, 25 lutego 2016

Moja kulinarna historia


Kiedy się zaczęło moje zainteresowanie gotowaniem? Dosyć wcześnie, bo około pierwszej klasy podstawówki. Często przebywałem u Dziadków, gdzie kluczowym pomieszczeniem była izba i kuchnia jednocześnie, od dzieciństwa, bawiąc się, czułem naokoło zapachy pysznego jedzenia, frykasów, ziół....


Ponieważ były to czasy, gdy nie było zbyt wiele alternatyw spędzenia wolnego czasu dla chłopca wyrwanego ze swojego otoczenia, czyli z grona kolegów ze szkoły i z podwórka, zacząłem pomagać (czy może twórczo przeszkadzać) Babci w kuchni, na początku z nudów (teraz większość dzieciaków wzięłaby po prostu tablet i grała w gry), potem pichcenie i eksperymentowanie zaczęło mnie wciągać.



Oczywiście jak każdego przyszłego „mistrza kuchni” bardziej interesowało mnie samo gotowanie, niż obieranie ziemniaków, czy mycie zestawu naczyń... Co więcej mamie niekoniecznie się podobało moje podkradanie składników potraw, kombinowanie i kręcenie się pod nogami, ale i tak szybko przyszło moje kulinarne 5 minut.


Wkrótce urodziła się młodsza siostra i Rodzice postanowili, że skoro nie mogą mnie odciągnąć od kuchenki i naczyń to wykorzystają mój zapał. Przynajmniej raz w tygodniu, a bywało częściej moim obowiązkiem było przygotować obiad dla rodziny. Rodzinnym hitem w owym okresie była pizza na cieście drożdżowym, różne potrawy smażone (do których nadal mam zamiłowanie, co z pewnością zauważyliście czytając bloga) a także różne potrawy typu leczo lub Eintopf (jednogarnkowe).


Szczególnie pizza robiona „od podstaw” była dość pracochłonna, zatem przejęcie przeze mnie pieczenia weekendowej pizzy było sporą ulgą dla Mamy zajmującej się małą siostrą, miałem wtedy już swój pierwszy, osobny zestaw naczyń, co ja mówię miałem aż konkretne zestawy, jeden z nich typowo turystyczny, z którym szalałem podczas wakacji nad jeziorem.




Na wakacjach, kiedy większość dzieciaków szwędała się po ośrodku wczasowym bez celu, ja przejmowałem od wędkarzy nadmiar ryb i pichciłem, ba... sam nieraz coś złowiłem, ale co najciekawsze urządzałem grupowe, nocne polowania na raki, połączone z ich gotowaniem i profesjonalną degustacją tego staropolskiego przysmaku. Robiłem kulinarną furorę na ośrodku wczasowym.


Miałem niebywałą okazję wykazać się na studiach, kiedy po okresie „na stancji” i żywienia się gdzie popadnie, zacząłem mieszkać z kolegami w wynajętym mieszkaniu. W miejsce przypadkowych garnków pamiętających czasy PRLu i patelni, które chyba wojnę światową pamiętały, kupiłem bardziej profesjonalny zestaw naczyń i zacząłem dokazywać kulinarnie. Nic mnie nie ograniczało.... I teraz najlepsze ;-) ...powiem wam w sekrecie, że często zapraszałem dziewczyny na kolacje, gdzie sam przyrządzałem.




No i wreszcie w moim życiu przyszło zainteresowanie sportem i osiąganiem dobrych wyników, w czym znakomicie pomaga zdrowa, racjonalna dieta. Czy nie można zmodyfikować niektórych klasycznych potraw tak, aby były zdrowsze i pozwalały lepiej osiągać cele takie jak zwiększenie kondycji, wzrost odporności organizmu, poprawę ogólnego stanu zdrowia i samopoczucia? Jak najbardziej! Dlatego postarałem się połączyć moje obywa hobby, ruch, sport i zdrowie oraz zamiłowanie do dobrego jedzenia.


...i to by była w pewnym skrócie moja kulinarna historia ;-) ...a czy ty masz swoją? ;-)


środa, 24 lutego 2016

Przekąska z łososiem, fetą i olejem konopnym

Lubię eksperymentować, lubię łączyć style i smaki, a także różne składniki, których współistnienia byście się nie spodziewali. Dzisiejsza przekąska byłaby typową wariacją w stylu śródziemnomorskim, gdyby nie nietypowy dodatek, mianowicie olej konopny.


Łosoś wędzony na zimno, ser feta, kilka oliwek... tym razem zamiast popularną oliwą extra virgin bogato skropione nieco bardziej "egzotycznym" olejem z konopi (to zielone i połyskujące coś na łososiu i fecie).

Jako "wypełniacz" żołądka i nośnik dodatkowych kalorii tak lubiana przeze mnie ciecierzyca, czyli inaczej groch włoski, o której możecie poczytać tutaj:


Z tą egzotyką oleju konopnego trochę zażartowałem,. Jest to bowiem dość tradycyjny i kiedyś niezwykle popularny olej obecny w diecie ludów słowiańskich, który odszedł w niepamięć z uwagi na swoistą stygmatyzację konopi i wszelkich produktów z niej uzyskanych. Niesłusznie z resztą, zwykła siewna roślina ma w sumie niewiele wspólnego z odmianami psychoaktywnymi. Po takim daniu, jak widać na zdjęciu "nie odfrunąłem".

Pozdrawiam i smacznego!

wtorek, 23 lutego 2016

Cukinia smażona na szybko, czyli nieco zdrowszy fast-food

Czas, to jest rzecz, której wszyscy mamy za mało. Dzisiejsze tempo życia nie daje taryfy ulgowej, wszyscy chcemy załatwić wszystko ekspresowo, to i teraz, wszyscy chcemy oszczędzić czas...

25 porad jak oszczędzać czas. Oszczędzanie czasu w pracy i nie tylko…


...tylko pytanie czy w przypadku żywienia warto oszczędzać czas za wszelką cenę, np idąc na szybkie danie do popularnej sieci fast-food na literę McD. No ja naprawdę nie wiem ;-P



Wszystkim głodomorom, chcącym na szybko upichcić coś zdrowego polecam cukinię. Wystarczy starannie umyć warzywo i pokroić na kawałki bez obierania skórki (szczególnie jeśli mamy do dyspozycji młodą cukinię), po czym wrzucić na patelnię. Dodajemy trochę przypraw, tutaj polecam przyprawy w stylu vegeta albo curry, nie za dużo, byle nie przesadzić.



I po zaledwie kiku, max. kilkunastu minutach, w zależności od stylu smażenia i preferencji, otrzymujemy naprawdę apetyczną i sycącą, zdrową potrawę.



Do cukinii możemy dodać jakiś pyszny dodatek np. odrobinę makaronu z prawdziwymi pomidorami, domowej roboty, albo przynajmniej zdrowe, pełnoziarniste pieczywo...

Pieczywo z ziarnami i otrębami


Smacznego!

Pieczywo z ziarnami i otrębami

Bohaterem dzisiejszego wpisu nie jest ta pyszna galareta z pstrąga z warzywami, nie jest także świeży imbir, którego plasterki widzicie na talerzu, ale właśnie pieczywo, z którym ją spożywam. Jest to nieco lepszy rodzaj chleba z pobliskiej piekarni, z dodatkiem mąki pełnoziarnistej, bogaty w otręby.


Mąka pełnoziarnista to najzdrowszy rodzaj mąki, a otręby, prócz bogactwa witamin i soli mineralnych zawierają cenny błonnik, którego w naszej diecie jest zazwyczaj za mało. 

Pomyśl, czy nie lepiej zastąpić mąkę, którą używasz na co dzień do różnych potraw czy panierek właśnie mąką pełnoziarnistą, z wysoką zawartością cennego błonnika? Czy zamiast pajdy białego chleba nie można by jeść czegoś lepszego?

 Na zdjęciu kolejny rodzaj chleba z wysoką zawartością błonnika, 
z siemieniem lnianym i słonecznikiem, ze znanej sieci handlowej.
  
Co daje nam spożywanie takiego pieczywa z dodatkiem błonnika? 

Po pierwsze: Znacznie lepszą pracę układu pokarmowego, doskonałą pracę jelit.

Po drugie: Znacznie lepsze poczucie "pełnego brzucha" po posiłku. Błonnik po prostu fizycznie wypełnia nasze żołądki, dając uczucie sytości co pośrednio zapobiega przejadaniu się, czyli nadwadze, cukrzycy, chorobom układu krążenia związanymi z "przeżeraniem się" i podjadaniem słodyczy, chipsów i snacków po posiłku.

Polecam:

Zdrowe przekąski zamiast snacków i chipsów


Falafelki z paczki. Przygotowanie od A do Z

Dzisiaj postanowiłem wypróbować falafel z paczki kupionej w sklepie ze zdrową żywnością. Oczywiście, na ogół lepiej jest potrawę przyrządzić od podstaw, zupełnie samemu, ale wychodzę z założenia, że czasem, szczególnie w przypadku mniej znanych potraw, można spróbować gotowca. 

Skład wyglądał zachęcająco - sproszkowana ciecierzyca, czosnek, kmin rzymski, przyprawy... dlaczego nie?



Całość zalałem szklanką wrzącej wody i odstawiłem na około 20 minut.



Po 20 minutach zacząłem formować kotleciki, mimo, że oryginalny przepis tego nie przewiduje, obtoczyłem je w bułce tartek - w ten sposób mniej się kleiły.


Podobnie z resztą przyrządzałem polski wariant falafelków, czyli...

Kotlety mielone z ciecierzycy

...o których pisałem Wam całkiem niedawno, bez dodatków egzotycznych przypraw i czosnku. Większość moich domowników nie lubi smaków śródziemnomorskich (oliwy, anchois, południowych serów, oliwek, owoców morza) - jestem jedynym amatorem smaków południa w okolicy, więc na ogół preferuję przyprawianie potraw dla domowników na styl polski.



Smażenie na oleju rzepakowym. Uważam, że to w naszych polskich warunkach lepsze rozwiązanie niż olej z oliwek. Trudno o dobrą rafinowaną oliwę zaś extra virgin nie nadaje się do tak długiego smażenia.

Polecam wpis: Jaki tłuszcz do smażenia?



Gotowe złociste, ciepłe falafelki na talerzu. Palce lizać!


poniedziałek, 22 lutego 2016

1% podatku PIT na leczenie i rehabilitację Doroty

Kochani, mam ogromną prośbę, Jeśli nie macie jeszcze pomysłu, jak wykorzystać 1% Waszego podatku to bardzo, bardzo Was proszę o przekazanie pieniążków dla Doroty Bugajskiej (38 lat), żony mojego kolegi Grzegorza: 

"Zwracam się do Was z prośbą o przekazanie 1% podatku PIT na leczenie i rehabilitację mojej Żony Doroty. Dorota w sierpniu 2015r. niespodziewanie doznała rozległego udaru niedokrwiennego mózgu i w chwili obecnej walczy o powrót do zdrowia, przebywając w stanie śpiączki poudarowej. Przez kilka miesięcy walczyliśmy o powrót Żony do domu oraz możliwość kontynuacji leczenia poza szpitalnymi murami. Dorota w chwili obecnej przebywa w domu, lecz wymaga całodobowej specjalistycznej opieki pielęgnacyjnej. Jedyną szansą dla niej jest długotrwała intensywna rehabilitacja, która niestety jest bardzo kosztowna - w żaden sposób nierefundowana przez nasze Państwo. Mając na uwadze nadchodzący czas rozliczeń z fiskusem proszę Państwa o wsparcie 1% Waszego podatku PIT, który wesprze walkę o powrót do zdrowia Doroty. 

Wszystkich chcących pomóc mojej Żonie przekazaniem swojego 1% podatku PIT proszę o wpisanie w swoim rocznym zeznaniu podatkowym KRS:0000100960 z adnotacją „pomoc dla Doroty Bugajskiej”

Na szybki powrót do zdrowia liczy rodzina Doroty - w szczególności 5 -letnia córeczka i 10 -letni syn...

niedziela, 21 lutego 2016

Topinambur czyli słonecznik bulwiasty. Przygotowanie, purée z jajkiem i groszkiem

Topinambur, modne danie w kręgach poświęconych zdrowemu odżywianiu, tyle się o nim mówi, zatem czy jesteście ciekawi "z czym to się je"?

Dzisiaj zrobiłem mały pokaz kulinarny dla ciekawskich.


Słonecznik bulwiasty po wiekach w cieniu powoli powraca do europejskiej, zdrowej kuchni. Do Europy został on sprowadzony mniej więcej w tym samym czasie co ziemniak i pewne z uwagi na łatwość uprawy, inwazyjność gatunku (to niemal "chwast", który żadnych wielkich zabiegów agrotechnicznych nie potrzebuje) byłby zastąpił w naszej kuchni ziemniaka, gdyby nie trudność jego przechowywania.

Topinambur ma wysoką zawartość inuliny, co sprawia, że jest to warzywo pożądane zdrowej diecie.


Topinambur wykopany z ziemi szybko wysycha i nie nadaje się do długiego przechowywania, w przeciwieństwie do ziemniaka, dlatego po kupnie tacki i odpakowaniu bulw z folii trzeba danie przyrządzić niemal od razu. Na zdjęciu bulwy świeżo po obraniu.



Gotowanie jest praktycznie identyczne jak w przypadku ziemniaka, odrobina soli i ugotowanie do pożądanego stopnia miękkości.


Topinambur jest lekko słodkawy, jak dla mnie przypomina w smaku słodkiego ziemniaka, a w konsystencji nieco pietruszkę. Tak czy inaczej dało się z niego zrobić purée.


Przyrządzone przeze mnie tytułowe danie jest bardzo proste. Topinambur, groszek, sadzone jajko (z wolnego wybiegu) jedyna przyprawa to odrobina soli. Proste zestawienie dobrej jakości składników wystarczy w zupełności.

Smacznego!

sobota, 20 lutego 2016

Testuję flaczki sojowe, wegetariańskie

Ponieważ dużą część moich wpisów poświęcam potrawom wegańskim i wegetariańskim, które polecam także osobom jedzącym mięso - jako urozmaicenie monotonnej i ciężkiej diety - dziś postanowiłem przetestować jeden z klasycznych zamienników popularnych mięsnych dań, mianowicie flaków.


Flaki od popularnego producenta są dostępne w postaci gotowej w okolicach kilku zł, zawartość opakowania wysypuje się bezpośrednio do garnka i zalewa ok. 4 szklankami wody. Ja proponuję odrobinę więcej, ponieważ proszek jest jak dla mnie zbyt słony.


Po dokładnym wymieszaniu dodajemy łyżkę oleju rzepakowego i odstawiamy do namoczenia na 10-15 minut. Lepiej zostawić na dłużej, aby pokrojone w paski kotlety sojowe oraz suszone warzywa dobrze nasiąkły. Następnie około 20 minut należy gotować flaczki i potem można od razu podać. Nie są potrzebne żadne przyprawy.

Smak? 

Baza ziół użytych do potrawy jej poprawna, tego właśnie można się spodziewać od typowej przyprawy do flaków z jednym ale... jak dla mnie zupa jest zbyt słona. Osobiście przyzwyczaiłem się i preferuję mniej słoną kuchnie (zamiast soli można dodać aromatyczne zioła, które "zastępują" pewien smak, do którego jest przyzwyczajony amator słonej kuchni, np. lubczyk).


Nie oszukujmy się też, to typowa sojowa potrawa z charakterystycznym posmakiem soi, albo się go lubi, albo nie... jednak czy podobnie kontrowersyjna nie jest oryginalna potrawa, czyli flaki wołowe, albo wołowo-wieprzowe? Powiem Wam, że znajomy cudzoziemiec wbrew gorącym namowom znajomych, nawet w stanie "imprezowym" nie był w stanie się przemóc i spróbować klasycznych flaków.

Potrawa jest poprawna, nie oczekujmy jednak finezji po zupie z paczki, nawet zrobiona najlepiej nie "przekaże" aromatu świeżych warzyw. 

Lepiej zrób to samodzielnie!

Jeśli lubisz gotować, masz czas i spodobała się Ci koncepcja flaków wegetariańskich kup lepiej mieszankę gotową ziołową do flaczków, zrób bulion warzywny ze  świeżych warzyw z niewielkim  dodatkiem grzybów, np. pieczarek brązowych, boczniaków (te według mnie szczególnie dobrze spisują się jako składnik jarskich flaków) lub portobello pokrojonych w paski. Następnie użyj "czystych" kotletów sojowych z działu zdrowa żywność w pobliskim sklepie, rozmocz je i pokrój w paski. Dobierz samodzielnie proporcje ziół, ew. zagęszczenie/zasmażkę, itp. Trochę więcej pracy, ale znacznie lepszy efekt. Flaczki jarskie, które niedawno zrobiłem sam były pyszniejsze niż "gotowiec".

Smacznego!


P.S. Jeśli ktoś ma ochotę mnie pośledzić - zapraszam na mój prywatny Instagram: https://www.instagram.com/remigiusz.witczak/

czwartek, 18 lutego 2016

Zdrowe przekąski zamiast snacków i chipsów

Chipsy, snacki i inne ciastkarskie przysmaki. Jak często po nie sięgamy między posiłkami, kiedy chwyci nas "mały głód"? Są słone, mają fajną chrupką konsystencję i aromat... tylko jest to zasługa sztucznych dodatków smakowych, utwardzaczy, utrwalaczy i konserwantów, które finalnie trafiają do naszego organizmu.

Brak sycącego błonnika i tony pustych węglowodanów sprawiają, że te przekąski przez nas przelatują, nie dając długotrwałego uczucia sytości, natomiast doskonale odkładając się na naszych brzuchach. Tony soli zbędnej rozregulowują nasz organizm, podwyższają ciśnienie krwi...

To, że chipsy i inne snacki są dla nas niezdrowe nie jest chyba żadnym nowym odkryciem, nieprawdaż?

Proponuję zmianę takich nawyków, skoro już musisz podjadać między posiłkami, rób to odrobinie bardziej zdrowo.


Sam dziś przekąsiłem tosty, zrobione z niezjedzonych kanapek dziecka ze szkoły, pamiętacie co pisałem we wpisie...

Nie marnuj chleba... czyli szybki tost


Chleb pełnoziarnisty z serem, z cennym dla nas siemieniem lnianym smakuje doskonale. Do tego polskie jabłko i na koniec mała fanaberia ze sklepu ze zdrową żywnością - ciastka z amarantusa.

Sam amarantus ma wygląd dość ciekawy, a i smak pozytywnie zaskakuje.

Wybierz zdrowe przekąski zamiast chipsów, zdrowe odżywianie może być smaczne i połączone z odkrywaniem nowych smaków.

Smacznego!


By Kurt Stüber [1] - caliban.mpiz-koeln.mpg.de/mavica/index.html part of www.biolib.de, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2658


środa, 17 lutego 2016

Grzyb portobello

W Polsce produkuje się dosyć dużo grzybów portobello, ale na polskich stołach, o dziwo, są one relatywnie nieznane. Polskie portobello idą głównie na eksport. 

Czym jest portobello? W pewnym uproszczeniu to gigantyczna brązowa pieczarka i można je przyrządzać w wielu przypadkach dokładnie tak jak pieczarki.


Na zdjęciu mamy kapelusz grzyba, ale w ten sposób nie jesteście w stanie ocenić jego wielkości, zatem...



Zdjęcie z jakimś obiektem porównawczym, tym razem z całkiem sporym awokado.


Jeśli podchodzisz do przyrządzania portobello po raz pierwszy i chcesz "złapać" ten delikatny smak i "leśny" aromat, którym grzyb różni się od zwykłej białej pieczarki polecam przyrządzić go jak najprościej. Sól, pieprz, olej rzepakowy lub oliwa. Odrobina pieprzu ziołowego, bądź innej przyprawy, którą lubisz (ale nie za dużo, tak aby nie zagłuszyć oryginalnego smaku portobello). Kilka chwil smażenia i oto zrobione ;-)

Smacznego!

P.S. Za dwa duże portobello zapłaciłem w markecie 4 zł.


Nie marnuj chleba... czyli szybki tost

Jestem przeciwnikiem marnowania żywności niezależnie od stanu naszego portfela. Ot tak... dla zasady... i dla zdrowia. Dlaczego "dla zdrowia"? Otóż oszczędne podejście do żywności sprawi, że w sklepie kupimy mniej, a więc potem zjemy mniej - tyle ile nam dokładnie potrzeba, bez przejadania się nadmiarem smakołyków.

W tym momencie nie polecam też jedzenia na siłę, tak aby się nie zmarnowało. Włączamy rozsądek! Jeśli pojawi się niewykorzystana porcja jedzenia polecam zastanowić się, czy nie można jej jakoś twórczo i smacznie wykorzystać.

Przykładem jest dzisiejszy szybki tost, z dwóch całkiem czerstwych kawałków chleba, które normalnie większość z nas wyrzuciła by do śmietnika.


Kawałki chleba podpiekłem na patelni bez dodatku tłuszczu. Jak widać powyżej. Czerstwy chleb zamienia się szybko w apetycznie pachnące, gorące tosty. Szkoda, że po waszej stronie ekranu nie czujecie tego zapachu! Mniam!


Jeszcze ciepłe pajdy posmarowałem odrobiną naturalnego polskiego masła. Grube plastry świeżo krojonej czerwonej cebuli (tak "na ostro" lubię) oraz przyprawa na bazie kurkumy, która to jest ponoć prawdziwym eliksirem zdrowia.

Połączenie chrupiącego tosta z chrupiącą świeżą cebulą jest po prostu doskonałe. 

Smacznego!

wtorek, 16 lutego 2016

Kiełbasa po kawalersku

Czy kawalerska kuchnia musi być z definicji podła? Po latach obserwacji kolegów, wujków czy innych kompanów zaczynam podejrzewać, że tak. Kiedy żona wyszła do teściowej i akurat chwyta głód to typowy facet sięga po dietetyczne śmieci, podsmaża kiełbasę z supermarketu albo wyskakuje i kupuje pół pieczonego kurczaka z budki obok, po czym zagryza to białym chlebem.

Zostańmy jednak przy kiełbasie po kawalersku. Nad kurczakami znęcam się przecież gdzie indziej: http://racjonalna-dieta.blogspot.com/2013/03/kurczaki-hodowane-na-sterydach-i.html

Moim dzisiejszym zadaniem było "uzdrowić" z założenia niezbyt zdrowe danie...


...oczywiście bazą jest tu kiełbasa, jednak zamiast brać ją z promocji po 5,99 za kg i liczyć, że tam jest jakiekolwiek prawdziwe mięso postawiłem na nieco "wyższy model". Producent zarzeka się, że jest 100% mięsa i pozostaje mi w to wierzyć. Często mając wybór wolę po prostu zastąpić to kiełbaską wegetariańską i wtedy przynajmniej wiem co jem!

Zamiast smażenia, podgotowałem kiełbaski. To znacznie zdrowszy sposób ich przyrządzenia, pozbywamy się wtedy nadmiaru soli i części konserwantów.

Ma być zdrowo, ale nadal po "kawalersku" i bez wysiłku? Dodajemy warzywa "z zupy". W dużej części domów te warzywa lądują w śmietniku, a to błąd - można je jeszcze wykorzystać do potraw, farszów, albo zjeść, to cenne źródło błonnika.

Oczywiście takie wygotowane warzywa nie są żadną finezją, ale by poprawić ich smak posypałem je smacznymi przyprawami i prażoną cebulką (taką samą jak w fast-foodzie). Ketchup, musztarda... i aby był jakiś zdecydowany akcent smakowy (oraz lepsze trawienie tej kawalerskiej potrawy) dodałem dwa grube plastry świeżego imbiru.

Jak widać, odrobina myślenia i można nieco ulepszyć takie ekspresowe "męskie" danie ;-)

Smacznego!


niedziela, 14 lutego 2016

Ciecierzyca czyli cieciorka w mojej diecie

Ciecierzyca znana też jako cieciorka (alternatywna nazwa: groch włoski) to roślina znana z wielu właściwości zdrowotnych (duża zawartość błonnika jak na strączkowe), jednak przede wszystkim jest to roślina zastępująca mięso i jajka w diecie wegetariańskiej (znaczna zawartość cennego żelaza).

Cieciorka jest także polecana jako uzupełnienie diety w białko, jeśli masz alergię i nie możesz jeść nabiału koniecznie musisz rozważyć wprowadzenie ciecierzycy do diety.

Osobiście cenię cieciorkę za jej łagodny smak i uniwersalność zastosowań. Niedawno na blogu polecałem na przykład przepyszne...

Kotlety mielone z ciecierzycy



Jak jednak wstępnie przygotowuję ciecierzycę? Ziarna gotuję w lekko osolonej wodzie, dość długo, aż do miękkości. Następnie odsączam, studzę i porcjuję cieciorkę w wygodne pakunki do zamrażarki, w moim domu najczęściej bowiem jest spożywana jako przekąska do podgryzania, lub dodatek do potraw w "oryginalnej" postaci.

Oczywiście warto przygotować sobie odpowiednio dużą ilość do późniejszego wykorzystania.

Na zdjęciu widzicie taki rozmrożony pakiet. Można go przygotować do spożycia po prostu zalewając gorącą wodą i potem odsączając. Tak przygotowana ciecierzyca może być także ekspresową bazą lub dodatkiem do wielu innych innych potraw.

Smacznego!


Kompot... zapomniana tradycja

Kompot? Dawno zapomniana rzecz... bo teraz przecież wystarczy skoczyć do sklepu obok i kupić karton "soku", czy innego nektaru jabłkowego. To nic, że w kartonowo-plastikowym opakowaniu (plastik ponoć "puszcza" chemię do żywności) to nic, że wyprodukowano z koncentratu, zamiast z prawdziwych owoców, ale przecież jest szybko i wygodnie.

Pytanie czy też zdrowo!?

Dawno, dawno temu... w domu moich dziadków zawsze na stole stał schłodzony dzban kompotu z owoców z ogrodu. Przybiegało się z dworu i piło aż żołądek mało nie pękł... a teraz młodzież przychodzi do domu i kategorycznie żąda "waterka" o smaku owocowym z plastikowej butelki.


Dostałem niedawno od sąsiada trochę jabłek  i zachciało mi się je przerobić na coś do picia. Zdrowo i naturalnie! Jak za dawnych czasów! ;-)


Trochę obierania i krojenia, trochę gotowania, dodatek mięty i symbolicznej ilości cukru...


I oto delektuję się pysznym kompotem i wiem, że mojemu dziecku dam dać do picia coś zdrowego, zamiast gazowanego napoju z plastikowej butelki, albo niby "owocowego" nektaru.

Was też namawiam do przygotowania różnych napojów samodzielnie, z zebranych, lub kupionych owoców, zamiast faszerować się sztucznotą z supermarketu! Jedni mówią, że "sztuczne" szkodzi, jedni zaprzeczają, że przecież nie szkodzi, ale kto tak naprawdę da Ci gwarancję? Nikt... dlatego raz jeszcze zachęcam do samodzielnego przyrządzenia zdrowych napojów dla Twojej rodziny!

Pozdrawiam i zachęcam do śledzenia bloga na FB: https://web.facebook.com/RacjonalnaDieta/


Cukinia smażona - szybka i zdrowa przekąska

Masz ochotę coś zjeść na szybko, przy tym zdrowo, warzywnie, smacznie? Proponuję Ci cukinię smażoną w plasterkach. 
Idziemy do sklepu i wybieramy cukinię, najlepiej młodą, twardą w dotyku (taka bardziej stara, lub zbyt miękka będzie gorzkawa i niedobra, chyba że wysypiemy na nią 3 tony przypraw). Następnie starannie i długo myjemy cukinię pod ciepłą wodą. Obficie spłukujemy - to ważne - bo skórka na niej zostanie, a cukinia o tej porze roku na pewno pochodzi z zagranicznych upraw (może być czymś pryskana).


Zatem do roboty... kroimy cukinię na plasterki grubości około 1 cm.


Przyprawiamy. Ja lubię przyprawy w stylu curry, albo mieszanki z dodatkiem kurkumy.


Podsmażam na złoto. Jestem z Lubina, z Dolnego Śląska, my tu lubimy złoto. Pode mną jest de facto największa kopalnia złota w Europie (KGHM), zaraz obok Złotoryja (gdzie możesz wejść do Kaczawy i popłukać złoto, albo zwiedzić średniowieczną kopalnię złota), a rzut beretem dalej w Wałbrzychu  stoi ponoć złoty pociąg...


No i zrobione, trwało to z 10 minut, chyba więcej zachodu pochłonęło zrobienie fotek i pokazanie Wam mojego patentu na szybką przekąskę, niż samo jej przyrządzenie. Na pewno się nie zmęczyłem w kuchni, za to dobrze podjadłem ;-)

Czy można tę potrawę jeszcze urozmaicić?

Owszem, jeśli masz nieco więcej czasu i chęci na eksperymenty obtocz plasterki cukinii w mące, następnie w jajku i bułce tartej. Smaż podobnie jak powyżej, aż plasterki się mocno zazłocą, ostrożnie przewróć na drugą stronę (to nie kotlety i panierka aż tak mocno się nie trzyma).

Smacznego ;-)

Zapraszam na kolejny przepis:

Pasta z czerwonej soczewicy



sobota, 13 lutego 2016

Wegetariański hot-dog z pieczywem pełnoziarnistym

Zapraszam dziś na mój przepis na wegetariański hot-dog. Inspiracją był dla mnie niedawno wprowadzony hot-dog z pieczywem pełnoziarnistym na jednej ze znanych stacji benzynowych, ale tenże jest bazowany na parówce "mięsnej". Dużo można by pisać o parówkach klasycznych, ich wątpliwym składzie, dodatkach i wrażeniach żołądkowych po spożyciu (ja niestety często miewam po nich zgagę), dlatego po prostu przepis oparłem na pewnej znanej parówce sojowej, która mi się w domu bardziej "sprawdza".

Wegetarianie czytający mojego bloga będą przeszczęśliwi, a i moi drodzy mięsożercy nie pogardzą czymś, co prawidłowo przyrządzone, szczególnie z dodatkiem typowych supersmakowych hot-dogowych sosów smakuje o ile nie przyzwoicie, to po prostu dobrze.


Parówkę wegetariańską odarłem z folii i porządnie wygotowałem. Długo gotowana jest bardziej po prostu smaczna. Jedyną wadą parówki wegetariańskiej jest jej znacznie wyższa cena niż tej klasycznej, ale bez przesady - nie jest ona "zaporowa" - około 7 zł za 4 kiełbaski można przeżyć.

Tostera z odpowiednią wkładką, tak jak to robią na stacji benzynowej, nie mam, więc tym razem podgrzałem pieczywo na ceramicznej patelni, którą widzicie na zdjęciu, tak aby się zarumieniło i było bardziej "chrupkie" (niech Wam do głowy nie przyjdzie podgrzewać w mikrofalówce, bo smak i konsystencja pieczywa będzie podła!!!)


Jak wspomniałem, lubię hot-dogowe pieczywo w wersji razowej. Czuję się po tym bardziej pełny!

Teraz mała modyfikacja w porównaniu do oryginału, ale tak właśnie lubi jeść hot-dogi moja rodzina. Ser żółty tarty. Być może kolejnym razem zastosuję wędzone i tarte tofu.


Oto moje  kulinarne dzieło. Wygląda skromnie, ale jest naprawdę smaczne. Jak wspomniałem lubię dodać do takiego hot-doga sosy, tak jak podczas długiej podróży na stacji benzynowej, najlepiej pikantne.

Spróbujcie tego przepisu. Pieczywo razowe hot-dogowe  kupiłem w popularnym, tanim dyskoncie-markecie z sympatycznym robalem w nazwie na B, a te parówki sojowe dostaniecie w większości dużych marketów.

Smacznego!

piątek, 12 lutego 2016

Kotlety mielone z ciecierzycy

Dziś piątek i  pora na coś bezmięsnego. Niezależnie, czy jesteś tradycjonalistą/tką i wyznajesz zasadę piątku bez mięsa, czy może lubisz dania wegetariańskie, czy po prostu pragniesz odpocząć od ciężkostrawnych, mięsnych potraw przepis ci się na pewno spodoba.

W moim domu często na talerzu gości gotowana cieciorka! Ot, po prostu do podgryzania, zamiast snacków, mniej często jako składnik innych potraw. Dziś zostało mi trochę gotowanej cieciorki i stwierdziłem, że warto ją jakoś wykorzystać do wege-dania.


Ciecierzycę rozgniotłem tłuczkiem do ziemniaków na miazgę, dodając odrobinę wody wedle potrzeby.


Powstałą masę lekko zagęściłem mąką, nie dodawałem jaj, po prostu dodałem sól i przyprawy.


Gotowe, uformowane, małe kotlety obtoczyłem w bułce tartej.


Czas na smażenie. W ruch idzie patelnia ceramiczna i olej rzepakowy.


Zaczyna się zarumieniać i wyglądać coraz bardziej apetycznie.


A oto finalny efekt. Smacznego!

Może także przyrządzisz danie według mojego pomysłu?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...